Wartości temperatury wskazujące na globalne przegrzanie

Wydaje się, że temperatura globu nie wzrasta gwałtownie, przynajmniej w stop­niu obserwowalnym i odczuwalnym przez przeciętnego człowieka. Tym, co daje się bezpośrednio odczuć, są „wariacje” pogodowe. Podczas polskiego, francu­skiego czy amerykańskiego lata temperatura potrafi spaść niekiedy w określonych regionach do jedynie plus 7 stopni Celsjusza, a w styczniu czy lutym osiągnąć plus 15 stopni. Zgodnie z niedawno przeprowadzonymi obliczeniami , w ciągu ostatniego stulecia temperatura powietrza na Ziemi wzrosła o je­den stopień w skali Fahrenheita. Ale prognozy na następne stulecie są już niepo­równywalnie bardziej dramatyczne. Do 2100 roku przewidywany jest przeciętny wzrost temperatury od 2,5 do nawet 10,4 stopni Fahrenheita (od 1,4 do 5,8 stopni Celsjusza). Warto dodać, że ta prognoza pochodząca z pierwszego roku bieżącego stulecia wskazuje na większy o 50% wzrost temperatury niż przewidywany w po­łowie lat 90. Źródłem tej rozbieżności jest między innymi udoskonalenie sposo­bów i technologii diagnostycznych, ale przede wszystkim nasilenie się tych dzia­łań człowieka, które z Ziemi czynią patelnię.

Czytelnikom, którzy uważają te liczby za mało dramatyczne, Lemonick przy­pomina, że do końca epoki lodowcowej przyczynił się wzrost temperatury o zale­dwie 9 stopni Fahrenheita (około 5 stopni C). Przewidywany wzrost może okazać się mniejszy lub większy. Jeśli będzie większy, spowoduje katastrofę. Na razie nic nie zapowiada, by proces ocieplania się atmosfery został nagle zahamowa­ny. Zgodnie z najnowszymi raportami, między rokiem 1990 a 2004 emisja dwutlenku węgla w skali świata zwiększyła się o 67%. A po to, by -jak pisze McKibben – sytuacja klimatyczna pozostała na dzisiejszym poziomie, emisja dwutlenku węgla nie tylko nie po­winna rosnąć, ale nawet powinna zostać zredukowana o 70%! Jak to osiągnąć?!

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.