Ryzyko użycia broni nuklearnej przez terrorystów

W trakcie zimnej wojny świat żył przez wiele lat w poczuciu zagrożenia wynikają­cego z możliwości użycia broni nuklearnej przez kraje zaangażowane w ten kon­flikt polityczny. Ale gdy wówczas specjaliści zadawali sobie pytanie, czy terroryści byliby skłonni posłużyć się bronią atomową – nie­którzy odpowiadali „nie!”. Dziś takie twierdzenie posądzono by o naiwność.

Osama bin Laden niejednokrotnie zapewniał w swoich publicznych wystą­pieniach, że zdobycie broni nuklearnej przez Al Kaidę jest obowiązkiem religij­nym. Eksperci uważają, że gdyby tej organizacji się to udało – nie wahałaby się jej użyć. Nawet jeśli skonstruowanie broni masowego rażenia wymaga czasu i odpowiedniej technologii, to dostęp do surowych materiałów na szmuglerskim globalnym rynku oraz do specjalistów, którzy znają się na bardzo niebezpiecznych konstrukcjach (np. klepiący biedę byli sowieccy wojskowi oraz naukowcy), stwarzają realną groźbę, że pewnego dnia w ręce terrorystów wpad­nie śmiercionośna broń. Calabresi powołuje się na opinię Ivana Oelricha, dyrek­tora ds. bezpieczeństwa przy Zrzeszeniu Amerykańskich Naukowców, który twierdzi, że skonstruowanie prymitywnej bomby nuklearnej jest w istocie bar­dzo proste.

Natomiast do wykonania prawdziwie groźnej bomby jądrowej niezbędna jest odpowiednia ilość wzbogaconego uranu, którego produkcja jest bardzo skompli­kowanym procesem, wymagającym specjalistycznej wiedzy, wyrafinowanych urządzeń i ogromnych pieniędzy. Niestety, wielu państwom udało się wyprodu­kować ten niebezpieczny składnik. Zwykle tego typu materiały są składowane w laboratoriach naukowych i trzymane pod ścisłym nadzorem w specjalnych ma­gazynach broni i w innych strzeżonych miejscach. Ale część już znajduje się w obiegu na czarnym rynku i pochodzi głównie z byłego Związku Radzieckie­go. Również źle opłacani pracownicy przedsiębiorstw, które wykorzystują technologie nuklearne, mogą stać się bardzo podatni na korupcję. A gdy dysponuje się odpowiednią ilością właściwie spreparowanego uranu, można skonstruować pry­mitywną bombę, w „laboratorium” zlokalizowanym dosłownie na pace małej cię­żarówki.

Międzynarodowej grupie specjalistów udało się odzyskać część uranu będą­cego w nielegalnym obiegu, która pochodziła z takich krajów, jak Rosja, Uzbeki­stan, Bułgaria, Rumunia, Republika Czeska czy Libia. Ale jest to tylko część tego niebezpiecznego materiału. A kradzież trwa. Ocenia się, że tylko w Rosji zabez­pieczanie miejsc składowania uranu (zakładając dobrą wolę władz tego kraju) trwać będzie przynajmniej do 2020 roku. Calabresi cytuje wypowiedź jednego z amerykańskich senatorów, który twierdzi, że jesteśmy świadkami wyścigu mię­dzy globalną współpracą w zakresie konfiskowania szmuglowanych materiałów nuklearnych a nieopisaną katastrofą. Aby jej uniknąć, rząd USA próbuje wywrzeć nacisk na przywódców Rosji, by doprowadzili do zniszczenia nadwyżek uranu, zanim wpadną one w niepożądane ręce. Po raz pierwszy sprawa ta stała się przed­miotem dyskusji na szczeblu prezydenckim podczas spotkania Busha z Putinem w lutym 2005 roku w Bratysławie. Publiczne deklaracje współpracy głów pań­stwa stwarzają nadzieję na skuteczniejsze działania.

Świat nie może pozwolić sobie na bezczynność, gdyż terroryści są bardzo ak­tywni, zarówno w zdobywaniu informacji o technologii konstruowania bomb, jak i w próbach przekupstwa, pozwalających dotrzeć do wzbogaconego uranu. Tym­czasem sposoby zabezpieczenia się przed taką ewentualnością, jakie stosują wła­dze nawet najbogatszych krajów na wypadek użycia broni nuklearnej, wydają się – co opisuję w Faktach i komentarzach – co najmniej niedoskonałe.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.