Gdy symulacja stanie się rzeczywistością

W lutym 2005 roku amerykańska naukowa stacja telewizyjna NOVA nadała program za­tytułowany Dirty war, czyli „Brudna wojna”. Film przedstawiał rzekomy atak ekstremistów islamskich na jedną z dzielnic Londynu z użyciem broni radioaktywnej. Widz mógł śle­dzić, jak łatwo dotarło do Wielkiej Brytanii kilka beczułek ze składnikami bomby, przemy­conych w kontenerze ze środkami chemicznymi (w standardowych opakowaniach) z Turcji. Terroryści byli członkami międzynarodowej siatki, ale główni „wykonawcy” mieszkali w Londynie, a niektórzy z nich byli obywatelami brytyjskimi. Okazało się, że mieli wprawę w konstruowaniu bomb, nabytą podczas studiowania zapisów interneto­wych oraz w trakcie specjalistycznego treningu, jaki przeszli w Pakistanie.

Mimo że służby interwencyjne w Londynie, w tym wypadku specjalne ekipy strażac­kie, przechodziły szkolenie na wypadek ataku terrorystycznego z użyciem różnych ro­dzajów broni masowego rażenia (co pokazano na początku filmu), gdy do niego doszło – strażacy nie wiedzieli, co robić (np. czy zakładać maski przeciwgazowe), nie mieli pod ręką urządzeń dozymetrycznych ani do odkażania ludzi i działali w chaotyczny, niezorganizowany sposób. Ich wcześniejszy trening dotyczył przede wszystkim ataku z uży­ciem broni chemicznej, a w czasie symulowanej napaści wykorzystano substancje radio­aktywne! Zresztą również inne służby zaangażowane w akcję ratowniczą nie wiedziały, jaka substancja spowodowała wybuch, a w konsekwencji pożar i chmury dymu układa­jące się w kształt grzyba. Ale to było widoczne dopiero z większej odległości.

Rzecz jasna, nie mniej zdezorientowani byli zwykli obywatele, którzy znaleźli się w pobliżu miejsca ataku. Tysiące skażonych radioaktywnie osób ruszyło do szpitali po pierwszą pomoc i nikt ich przed tym nie powstrzymał. W ten sposób skażenie rozprze­strzeniało się na kolejne osoby, do czego by nie doszło, gdyby udzielono ofiarom po­mocy na miejscu. Ludzie ci także nie mieli pojęcia o podstawowych środkach ostrożno­ści, na przykład pili wodę, nie bacząc na jej skażenie substancjami radioaktywnymi, w ogóle nawet nie myśląc o tym oczywistym fakcie. Zanim ogłoszono za pomocą me­gafonów, jak należy zachować się w takiej ekstremalnej sytuacji, dla wielu było już za późno.

Wbrew temu, co widzowie oglądali na bieżąco w telewizji, politycy uporczywie podtrzymywali, że Londyn jest w pełni przygotowany do odparcia każdego ataku terrorystycznego i że służby robią wszystko, by zminimalizować skutki napaści. Taka rozbieżność informacji jedynie nasilała panikę. Oni także nie mieli pojęcia, co robić, nie wiedząc, czy radioaktywne skażenie do nich dotarto. Notabene, wybuch drugiej bomby, pokazany w tej filmowej symulacji, został na szczęście udaremniony przez angiel­ską policję. Jak komentowali specjaliści już po projekcji filmu, terroryści zazwyczaj „zabezpieczają” atak, czyli przeprowadzają drugi, na wypadek gdyby pierwszy się nie udał (świadectwem tego były rzeczywiste, nie symulowane ataki w Londynie). To ważna informacja dla służb interwencyjnych, które w przypadku opisanej symulacji akurat do­brze sobie poradziły.

Choć istnieje powszechna świadomość zagrożenia atakiem i jego tragicznych na­stępstw, żaden kraj nie jest dziś dostatecznie przygotowany do ochrony obywateli na wy­padek akcji terrorystycznej z użyciem broni radioaktywnej. Zresztą społeczeństwa w za­sadzie nie są o tym informowane, ponieważ władze chcą w ten sposób uniknąć pogłębiania się strachu u obywateli, uważając, że szkolenia na temat zachowań w razie ataku z użyciem broni masowego rażenia mogłyby jedynie wywołać panikę ludności. Dlatego też, między innymi, programy telewizyjne takie, nadawane są późnym wieczorem i to na rzadko oglądanych kanałach. Mimo że – co podkreślali rozmówcy po emisji filmu – kwestia uświadamiania społeczeństwa jest bardzo ważna, na­biera zazwyczaj odpowiedniego znaczenia dopiero wtedy, gdy dochodzi do rzeczywiste­go ataku. Nawet najbogatsze kraje zachodnie przedkładają bowiem taktykę reaktywności nad proaktywność, czyli po prostu reagują na zdarzenie, a nie przygotowują się na nie z góry. To ostatnie działanie byłoby niezwykle kosztowne, choć – jak twierdzą niektórzy – nieporównywalnie mniej niż takie polityczne posunięcia, jak wojna w Iraku.

Podobnie nieprzygotowany jest świat na atak terrorystyczny z użyciem broni che­micznej, a szczególnie biologicznej, czego konsekwencje mogą być dosłownie globalne. Każda z takich katastrof byłaby istotnym czynnikiem zaburzającym prognozy światowej dynamiki wpływów.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.