Chiński marsz w kierunku społeczeństwa demokratycznego

Od czasu masakry na placu Tiananmen w 1989 roku w Chinach nie zmieni) się system po­lityczny, w związku z czym wielu obywateli świata zachodniego uważa, że rząd w tym kra­ju nadal stosuje represje. Biorąc jednak pod uwagę niedaleką przeszłość, należy uznać, że obywatel dzisiejszych Chin może cieszyć się wręcz nieograniczoną wolnością – ma możliwość wyboru pracy, może bywać nie tylko w klubach karaoke, ale także w domach rozpusty, a nawet brać udział w różnego rodzaju protestach i je organizować (choć tu obowiązują jednak pewne ograniczenia). Jak podaje Dorinda, tylko w 2003 roku w Chinach odbyło się około 58 tysięcy różnorakich manifestacji, w których uczestniczyli robotnicy, mieszkańcy wsi, ekolodzy, a nawet inwestorzy giełdowi, protestując przeciw korupcji w rządzie, opowiadając się za wolnością słowa lub za zmniejszeniem podatków.

Miernikiem obecnej chińskiej wolności jest nie tylko to, że dziś obywatele nie trafiają już do aresztów za niektóre, przynajmniej, formy krytykowania władzy, ale również wyraź­ny wzrost tolerancji religijnej. Jest ona wprawdzie daleka od ideału, lecz unicestwiony mi­tem Mao duch wiary w Boga zaczyna gwałtownie ożywać i jest przez rządzących tolero­wany. Komunistyczna Partia Chin, hołdująca do niedawna Marksowskiej tezie, że religia to opium dla ludu, dziś uznaje owo opium za całkiem nieszkodliwe. Wskutek tego dozwo­lone są ceremonie czczenia ludowo-lokalnych bożków oraz działalność wyznawców bud­dyzmu, taoizmu czy islamu, a także chrześcijan, łącznie z katolikami – zarówno w miastach (gdzie w przeszłości głębiej zakorzeniony był ateizm), jak i na wsiach. Władze przymykają oczy na uroczystości religijne, bacząc jedynie, by nie przekształciły się one w zgromadzenia polityczne. Tak się chyba jednak nie stanie, ponie­waż zauważalna poprawa bytu chińskich obywateli może teraz współistnieć z wyzwolo­nym duchem religijnym. Poza tym nowo odbudowane na wsiach i w miasteczkach świą­tynie stają się często ośrodkami o charakterze komercyjnym i dostarczają funduszy do lokalnej kiesy. Partia nie tylko wyraźnie złagodziła dotychczasową ateistyczną retorykę, ale wręcz zachęca do studiowania nauk Konfucjusza, sponsorując jednocześnie liczne Instytuty Konfucjusza w Europie i Ameryce.

Innym przejawem podążania Chin ku spontanicznej, choć wciąż trochę kulejącej demokratyzacji społeczeństwa jest zakładanie organizacji pozarządowych, poczynając od klubów ping-ponga, przez grupy wsparcia dla uzależnionych od alkoholu, kończąc na klubach nowej myśli ekonomicznej oraz grupach aktywistów walczących o ochronę środowiska. Forney podaje, że w Chinach działa dzisiaj 280 tysięcy takich organiza­cji, których postulaty, zdaniem specjalistów, będą nabierały coraz większego znaczenia w tworzeniu rządowych ustaw.

Nie oznacza to, że władza w Chinach jest gotowa na każde ustępstwo i daje przy­zwolenie na każdy rodzaj działalności. Wydaje się jednak, że Pekin dość harmonijnie układa dziś swoje stosunki z obywatelami, pozwalając im na robienie wielu zabronionych wcześniej rzeczy, a przede wszystkim… pieniędzy, o ile nie będą domagali się zmiany sys­temu społeczno-politycznego. Chiński rząd odpiera też zarzuty o pogwał­canie praw człowieka, kierowane pod jego adresem zwłaszcza przez USA. Wykazuje się przy tym zresztą dużym sprytem, publikując każdego roku listę przykładów łamania praw człowieka przez Amerykę. Na liście znalazły się m.in. przejawy dyskryminacji rasowej, dra­styczne różnice w dochodach obywateli, manipulacje, jakich dopuszczają się wobec rzą­du potężne korporacje, skandale dotyczące represjonowania więźniów w Abu Ghraib i po­zbawiania ich prawa do adwokackiej obrony w Guantamo Bay.

O tym, że Chiny chwyciły wiatr w żagle i zaczęły demokratyzować swoje życie spo­łeczne, świadczy także zwrócenie się ku pewnym zasadom i standardom, które należą do szeroko rozumianej kultury osobistej. Otóż, pomimo dumy z liczącej pięć tysięcy lat historii swojego narodu, w obliczu docierania globalizacyjnego świata do wrót Wielkiego Muru, coraz silniejsza chińska klasa średnia stwierdziła, że brakuje jej manier zachodniego high life’u. Biznesmeni dłubią w nosie podczas obrad, spluwają na korytarzu i nie potrafią używać odpowiednich sztućców w zależności od serwowanych potraw. Także w dziedzinie mody, która za czasów Mao sprowadzała się do mundurka, dzisiejszy gust Chińczyków, nawet profesjonalistów, jest daleki od wymaganego wśród elit globalnego świata. Dlatego też w Pekinie i innych wielkich miastach rosną jak grzyby po deszczu oferty kursów zachodniej etykiety, dostępne nie tylko w specjalistycznych centrach, lecz nawet w szkołach biznesu.

Dodatkową motywacją do zmiany chińskiego stylu bycia są zbliżające się igrzyska olimpijskie, których gospodarzami będą Chińczycy. Notabene, ich otwarcie ma nastąpić 8.08.08, co stanowi ponoć podobnie szczęśliwą symbolikę, jak niedawno doświadczona przez Zachód zbitka siódemek: 7.07.07. Kraj Niebiańskiego Smoka chce wykorzystać to wydarzenie, by oswoić wszystkich z myślą, że to właśnie on obejmie pozycję lidera w zglobalizowanym świecie.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.